środa, 9 kwietnia 2014

#2 - Taki idol zdarza się raz.

I w tytule postu nie ma ani grama przesady.

Taki idol naprawdę zdarza się raz. O kim mówię? O tym uśmiechającym się tutaj z boku chłopaku. A nazywa się on Pavel Alekseyevich Karelin. Albo raczej nazywał. Jednak mimo wszystko trudno mówić w czasie przeszłym o kimś, kto przez (niestety tylko) kilka lat był moją definicją skoków narciarskich. A skoki to przecież moja największa miłość. Ale jednak..


Nie lubię wracać do myślami do tamtego dnia. Na przekór wszystkiemu świeciło słońce. Niedziela, 9 października 2011 rok. Poranek? Mogłoby się wydawać taki jak zawsze. Zjedzone śniadanie, od niechcenia włączonie komputera. Najpierw zalogowanie na gg (tak, wtedy było jeszcze powszechnie używane) i fejsa. I oto moja tablica na fejsie zawalona była świeczkami i dziwnymi wpisami dziewczyn ze "skocznego światka". Pamiętam, z ciekawości rozwinęłam komentarze u jednej by dowiedzieć się co się stało. Taka ludzka ciekawość, pierwszy stopień do piekła. I pamiętam. Pamiętam sekundę po sekundzie z tego co wtedy się stało. "Karelin nie żyje" głosił któryś z komentarzy. Ciśnienie skoczyło mi w jednej sekundzie, szybkie wejście na skijumping.pl i ułamki nadzieji - bo tam jeszcze nie było żadnej informacji. Przez chwilę naprawdę myślałam że to jakaś pomyłka, ale weszłam na rosyjską stronę o skokach. Nawet nie potrzebowałam tłumacza żeby zrozumieć że to naprawdę się stało.
Że Pavel zginął w nocy w wypadku samochodowym.

A jak zaczęło się to, że stał się on moim ulubionym skoczkiem? Bardzo prosto. Wywrócił się : ) Mistrzostwa Świata w Oberstdorfie 2008. Wtedy po raz pierwszy na dłuższą chwilę zwróciłam uwagę na tego rosyjskiego chłopaczka. Z czasem stał się on najważniejszym. I aż nie mogę uwierzyć że tak krótko było mi dane oglądać jego skoki. Tylko 3 lata. I przez ten czas, tylko jedno podium w Pucharze Świata. 1 stycznia 2011 rok, konkurs noworoczny w Ga-Pa. Ironia losu że Pavel tak genialnie zaczął rok, którego końca nie dożył?

A ja potem przeżyłam coś, co można nazywać "buntem na świat", bo chyba inaczej się nie da. Albo da. "Buntem na skoki". Bo wierzcie mi że na początku sezonu naprawdę nie byłam w stanie oglądać skoków. Ba, nawet każda wzmianka o nich sprawiała że w oczach stawały mi zły. Bo dla mnie to on był skokami, a gdy jego zabrakło to skoki stały się niczym... Na szczęście jakiś czas potem przeszło mi. Danka uświadomiła mi że Karelin nie chciałby żebym porzuciła pasję na której się wychowałam.
Jednak mimo to. Mimo że w tym roku upłyną 3 lata od tamtego feralnego dnia, to często oglądać skoki i tak odczuwam jakiś brak. Zastanawiam się jakby to wszystko wyglądało. Jakby skakał? Jak wyglądałyby sprawy w reprezentacji Rosji? Podczas jednego z konkursów jakieś dwa sezony temu miałam nawet schizę i widziałam jego nazwisko na liście startowej. Mimo że tak naprawdę jego tam nie było. Ale ja widziałam "29 - Pavel Karelin". I pojęcia nie mam skąd mi się to wzięło.
Czas leczy rany. Naprawdę. Ale mimo to od 29 miesięcy na jeden dzień w miesiącu czas na chwilę staje w miejscu. Każdy 9. Dla mnie jest to dzień, kiedy katuję się jego skokami na youtube i słucham zamulających piosenek. W tym tej jednej. Tej napisanej dla niego. Link na samym dole.
Przesadzam? Może trochę. Bo nie znałam go, nigdy nie było mi dane go zobaczyć na żywo. Ale damn. Czy ja naprawdę muszę tłumaczyć jaki ważny dla człowieka jest idol? Pavel naprawdę zrobił dla mnie wiele, mimo iż nie wiedział o moim istnieniu. Dlatego mogę mu poświęcić chociaż chwilę. Chociaż ten 9.
Nie mogę uwierzyć że minęło już naprawdę tyle czasu. Ciągle mam wrażenie że minął dopiero może z rok, półtora. A nie ponad dwa lata. Pavel zginął mając 21 lat. Za nie całe dwa tygodnie, 27 kwietnia są jego urodziny. Stuknęło by mu 24. Aż ciężko w to uwierzyć. Naprawdę. Czasami gdy przeglądam jego zdjęcia naprawdę nie mogę uwierzyć w to że on...nie żyje. Tak po prostu. Ciężko uzmysłowić mi sobie że ten chłopak naprawdę nie siedzi w mieszkaniu swojej babci w rodzinnym Niżnym Nowogrodzie i nie wcina pierogów, albo golonki. Ale jednak. Teraz to jego odwiedza babcia. Na cmentarzu Bugrowskim przy ulicy Puszkina.


A ja mam cząstkę Karelina dla siebie. Która przemierzyła drogę z Rosji by znaleźć się w moich rękach.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

#1

Dobry wieczór. O ile północ jest dobrą porą na to stwierdzenie.
Przeglądałam bloga Danuty i sama stwierdziłam że chciałabym mieć bloga. Kiedy jutro się rano obudzę pewnie stwierdzę że to był głupi pomysł i więcej tutaj nie zajrzę ; )
Bo i o czym tu pisać? Nie jestem nikim nadzwyczajnym. Jestem Weronika, w tym roku stuknie mi oczko, udaję że jestem studentem i jestem bardzo niedojrzała jak na swój wiek. Ale jednocześnie na tyle dojrzała żeby umieć to przyznać. Albo sama nie wiem o co mi teraz chodziło.
Żyję tak samo jak większość znanych mi rówieśników. Wciąż mieszkam z rodzicami, nie potrafię zapanować nad bałaganem w swoim pokoju, lubię wyskoczyć na miasto ze znajomymi a słowo "kolokwium" napawa mnie przerażeniem.
Przeżywam swoje wzloty i upadki, jak każdy.
Ale ostatnio postawiłam sobie cel - zmądrzeć. I nie chodzi mi tu o to aby przysiąść do książek (chociaż przydałoby się) ale żeby już ogarnąć swoje życie. Pewnie jeszcze zmienię zdanie. Czasami patrząc na moich współstudentów wydaje mi się że to ostatnia chwila na szaleństwa, popełnianie życiowych błędów, robienia głupot. Chwilę później walę się w głowę myśląc "Nosz ku*wa, masz 20 lat dziewczyno, nie jesteś rozwydrzoną nastolatką".
Tak. Tyle o mnie. Nie spodziewajcie się tutaj wywodów na temat tego co jak i z kim. Są rzeczy które zachowuję tylko dla siebie i najbliższych mi osób : ) Poza tym, pisząc tylko o sobie wyszłabym na większego narcyza niż jestem. Ale do jednej tematyki też nie będę się ograniczać. Jako że skończyłam technikum gastronomiczne postaram się czasami podzielić jakimiś ciekawymi przepisami, jako przyszły filolog rosyjski dowiecie się co robiła na dworze Katarzyna II, a jak już zacznę kształcić się jako ratownik medyczny postaram się wam wytłumaczyć jak uratować komuś życie. : D
A tymczasem zegar nakazuje mi iść spać.

Och, a jako że człowiek bez muzyki nie może żyć, podzielę się moją playlistą. Aktualnie góruje ta piosenka. Nie jest to kompletnie mój klimat, a mimo to ten kawałek zauroczył mnie totalnie.
Bisz (B.O.K) & Pawbeats - Banicja