wtorek, 1 lipca 2014

#8 Taka miłość cz. 1 - żużel

Każdy potrzebuje w życiu czegoś, co będzie go w stanie oderwać od rzeczywistości. Coś, co sprawia że na kilka chwil wszystkie problemy wydają się być nieważne i nieistotne. Coś, czemu podporządkujemy swój grafik.
A więc dziś o pierwszej z takich rzeczy w moim życiu. - żużlu.


Warkot silników wypełniający każdą cząstkę naszego ciała. Zapach palonej gumy którym przesiąka każdy centymetr stadionu. Sekundy w których staje serce kiedy do góry unosi się taśma startowa. 15 biegów, każdy trwający około 4 minut. Minut w których nie trudno o zawał. 


Toruń. Piękne miasto leżące nad Wisłą, które porywa swoją gotycką architekturą. Bla bla bla. W (moim) kochanym mieście jest jeden adres wart szczególnej uwagi. Jaki? Pera Johnsona 7. Taka krótka uliczka, blisko Castoramy i Rydzykowa, przy wylotówce na Bydgoszcz. Jedzie się prosto Szosą Bydgoską i skręca za salonem samochodowym. Co tam jest? Miejsce gdzie niebo jest jakby piękniejsze.

 Motoarena im. Mariana Rosego, jeden z największych stadionów żużlowych na świecie. Użytkowany oczywiście przez lokalny Unibax Toruń.

Jednak zanim Toruń dorobił się takiego obiektu, stadion znajdował się nieco dalej - na Broniewskiego 98. Tamten tor nie był wprawdzie aż tak imponujący, ale to właśnie tam rodziły się legendy speedwaya. 
I to tam małą Weronikę tato wziął na pierwszy mecz. Sparing z Unią, tylko nie pamiętam czy Tarnów czy Leszno ; ) W każdym bądź razie to właśnie tam pierwszy raz zobaczyłam chłopka jadącego w lewo na motorze. Ale to przeszłość.


Mogłabym teraz opisać zasady punktacji, regulamin wg. którego wystawiani są zawodnicy, ale...po co? Jeśli kogoś to głębiej zainteresuje to wystarczyć zerknąć w wikipedię.
Żużel ma to coś. To że atmosfera panująca na stadionie uzależnia, potwierdzi każdy kto choć raz uczestniczył w tym widowisku. Tego nie da się opisać żadnymi słowami. Trzeba to po prostu poczuć.



Dlaczego Krzyżacy? A bo z Torunia. Dlaczego kibice skandują "Apator" a nie "Unibax" ? A bo Apator jest nazwą wręcz historyczną, ale o tym można by książkę napisać.


Aktualnie Unibax/Apator ma najlepszy zespół w lidze, a gdyby nie ujemne punkty na początek sezonu to już można by świętować awans do play-off'u, a do tego główny sponsor wycofuje się po sezonie. Nie ma lekko. Ale walczyć trzeba do końca.
A trzon składu toruńskich aniołów na obecny sezon prezentuje się tak :

1.Emil Sayfutdinov. 

Nie bez powodu wylądował u mnie na pierwszym miejscu, mimo iż jeździ z numerem 13.
25-letni Rosjanin tatarskiego pochodzenia, od paru lat z polskim paszportem. W podpisanie przez niego kontraktu z toruńskim klubem powątpiewałam do ostatniej chwili. Bo czaił się już jakieś 3 lata, ale to wolał zostać w Polonii (ble), a to wybrał Częstochowę. Jednak w końcu w tym sezonie przydział kevlar Unibaxu. I chyba najrzadziej zawodzi. Zdarzają mu się słabsze występy, ale generalnie można liczyć że w meczu przywiezie te 12 punktów. Już nie raz w tym sezonie to on wygrywał Toruniowi mecz.
Gdyby nie jego liczne upadki i kontuzje to pewnie osiągnąłby dużo dużo więcej w żużlu. Gdyby postanowił reprezentować Polskę - pewnie też. Przez problemy finansowe rosyjskiej federacji w tym sezonie nie oglądamy go w cyklu Grand Prix. Wracając do kontuzji - poprzednią dłuższą przerwę zaliczył po...meczu przeciwko Unibaxowi. Dociśnięty do bandy przez Miedziaka wpadł pod motor rozpędzonego Kamila...jeśli ktoś chce zobaczyć tą masakrę to odsyłam na youtube. W tym sezonie na szczęście pauzował tylko jeden mecz. I tylko żal ściska, że kontrakt podpisał tylko na jeden sezon...

2. Darcy Ward.

Mimo młodego wieku ma już wypracowaną swoją markę.
Kiedy jest w gazie - przeciwnicy nie mają co marzyć o nawiązaniu walki z nim. Ale i zdarza się że potrafi w meczu przyjeżdżać na jedynki.
Jedno jest pewne - maluję się przed nim malownicza kariera. Ostatnio wydaje się że nawet się opanował i zdążył wyszaleć (nie wnikajmy w te gwałty itp.)












3. Chris Holder

Kiedy pierwszy raz go zobaczyłam, to myślałam że Kubica się na motory przerzucił i jak się okazało nie tylko ja tak myślałam.
Ale do rzeczy.
Populary Krzysiu, kapitan toruńskiego klubu. Kiedy się pozbiera to inni oglądają jego tyły. Kiedy jest w rozsypce...jest słabo.
Razem z Darcym nazywani są "australijskimi turbobliźniakami", a w tym sezonie z dwóch dwójki powstał "Forkrent Racing Team".
Kiedyś ze swoim kolegą z Australii wspólnie szalał po balach (tak Chris, ładnie opisali w gazecie to jak obsikałeś pomnik Kopernika), ale odkąd został tatusiem to zupełnie inny człowiek. Taki, który naprawdę zasługuje na miano kapitana. Tylko od czasu poprzedniej kontuzji jest strasznie himerycznym zawodnikiem. W jednym meczu wygrywa wszystkie wyścigi, by w następnym dać ciała. Teraz znowu pauzuje ze złamanym nadgarstkiem.

4. Paweł Przedpełski

Lubiany "Pawełek", jeden z juniorów który ma zapewnione miejsce w składzie. Wychowanek toruńskiego klubu. Młody i piekielnie uzdolniony. Jak to na juniora - zdarzają się słabsze występy. Ale w ostatnim meczu z Włókniarzem był najlepszym zawodnikiem drużyny. Zdecydowanie można na niego postawić.


5. Oskar Fajfer


Kolejny junior. Tegoroczny zakup, prosto z Gniezna. Inni zawodnicy mogą mu zazdrościć tego, że mimo swojego wieku jeździ bez kompleksów. Potrafi objechać takich "starych wyjadaczy" jak Petersen czy Holta.






6.  Adrian Miedziński


W Toruniu od zawsze i już chyba na zawsze. Adrian jak to Adrian - albo błyszczy, albo go nie widać. Czasami na torze zachowuje się jakby nie widział na nim nikogo poza sobą i jedzie na oślep. A przez to - nie tylko on leży na torze. Talentu i serca odmówić mu nie można.






7. Tomasz Gollob. 

A...a to że Tomek jeździ z aniołkiem na piersi.. to naprawdę nie wymaga komentarza, prawda?










Tak to się właśnie prezentuje. Osobiście cieszę się że mecz z Gorzowem został przełożony - dzięki temu przerwa potrwa tylko dwa tygodnie, a nie miesiąc. Następny mecz w Toruniu? Niech Falubaz drży.
Notka trochę nieposkładana, trochę inaczej wygląda niż chciałam. Żużlowi z pewnością poświęcę tu miejsce jeszcze nie jeden raz. Bo warto.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz